Unistop

Heniek nie boi się hostess

img622W pracy jest jak saper – przy robotach drogowych nawet drobny błąd może mieć poważne konsekwencje. Ale on wie, co robić, by ich unikać. I choć na drodze pojawiają się różne wynalazki, nie boi się ich. Nawet, jeśli to atrakcyjne hostessy przy sportowym aucie.

W pracy dajesz z siebie wszystko, dbasz o każdy detal jak zegarmistrz, ale trzymasz tempo jak Usain Bolt. Wracasz dumny do domu, zapominasz, że weekend, że znajomi i nagle na dzień dobry komentarze: „po co ta heca ze znakami?! Za dużo ich jest! A ludzie i tak na nie patrzą.” No to ciśnienie mi rośnie, pytam „jak to nie patrzą?!” I znów słyszę tę historię.

A zaczęło się od tego, że policjanci zrobili raz trik w Katowicach: na drodze postawili znak z ograniczeniem prędkości do 44 km/h, a przy nim sportowe auto i dwie piękne modelki. Potem zatrzymywali kierowców i pytali o ograniczenie prędkości. „Ale jakie ograniczenie, panie władzo?!”. Dziwnego znaku nie zauważył prawie żaden, za to kobiety… każdy.

No więc śmieją się teraz znajomi, że kiedyś takie hostessy nas – monterów zastąpią. Bo niby tylko tak kierowcy zaczną wreszcie zwracać uwagę na znaki. No i może dla mediów jakiś jest w tym sens. ale ja pukam się w głowę i pytam: „a co z kierowcami płci żeńskiej – dla nich sprowadzą chippendalesów?”, „A jak sypnie śniegiem albo po prostu w nocy, to co?” Więc ten cały eksperyment to fajna sprawa, ale do poważnej roboty to ma się nijak. Za każdym znakiem, stoi starannie przygotowany projekt, testy i mrówcza robota. Nie, nie dla wszystkich taka praca. Tu trzeba się znać. Przychodzi czasem projekt z kreskami i kropkami w jednym kolorze, bez żadnych wyjaśnień. Trzeba wiedzieć wtedy, że ta linia ma 2 metry grubości, tamta 4, a tu trzeba odmierzyć 150 metrów.

Wystarczy, że ktoś źle coś odczyta i wszystko diabli, jak w Nadarzynie. Popełnili błąd przy projekcie i pierwszeństwo na skrzyżowaniu mieli kierowcy z dwóch, różnych kierunków. Nic się nie stało, ale… Prace drogowe to nie „wybieg”, nie „ścianka” do pozowania. Tu trzeba być jak saper. Może nic nie wybucha, ale jak w rozbrajaniu min, nie ma tu miejsca na błąd.